Na co dzień zajmuję się doświadczeniem pracowników – jego projektowaniem, analizą, prowadzeniem warsztatów i konsultacji w obszarze Employee Experience (EX). I choć doświadczenie człowieka stanowi oczywisty rdzeń tych działań, dopiero warsztaty zarządzania zmianą zawodową uświadomiły mi, jak bardzo w dyskusjach o EX brakuje drugiej strony medalu, czyli osobistej perspektywy pojedynczego człowieka.
Podczas tych spotkań zdarza mi się powiedzieć coś, co na moment zatrzymuje salę: nie mam celu w życiu. Nie ma w tym kokieterii, wstydu ani żalu, a reakcje mieszczą się gdzieś między uśmiechem, zdziwieniem a politowaniem. Raz zauważyłam nawet sugestię zniesmaczenia. Kiedy patrzy na Ciebie trzydzieści par oczu, oczekujących nadziei, inspiracji i impulsu do zmiany zawodowej, każde słowo nabiera znaczenia i powinno być prawdziwe do bólu.
Jako kierowniczka projektów cenię cele. Są użyteczne, porządkują działanie, pozwalają mierzyć postępy. Większość osób pracujących świetnie radzi sobie z wyznaczaniem ich sobie i innym, z monitorowaniem wyników i podnoszeniem poprzeczki. Znacznie rzadziej pojawia się jednak przestrzeń na pytanie, czy ich osiąganie prowadzi nas we właściwym kierunku. Dlatego mówię o braku celu wprost. Bo dla satysfakcji i spełnienia w życiu zawodowym ważniejszy od celu jest kierunek.
Moim zawodowym kierunkiem – misją, „dlaczego”, punktem odniesienia – od zawsze było dążenie do tego, by praca działała dla człowieka. Stąd wyniknęły badania nad doświadczaniem i dobrostanem, stąd “pracodawca wszechdoświadczalny”, stąd rozwój pracowni humanyzer. Żadne z tych przedsięwzięć nie było wcześniej zdefiniowanym celem, ale wszystkie były konsekwencją obranego kierunku.
I tutaj dostrzegam problem, który w dyskusjach o employee experience pojawia się zdecydowanie za rzadko. W organizacjach dużo uwagi poświęcamy projektowaniu doświadczeń przez procesy, narzędzia, środowisko pracy, relacje. I słusznie, bo to fundament. Ale z rozmów z pracownikami wynika, że te inwestycje nie zawsze przekładają się na jakość ich doświadczania.
Wśród osób pracujących jest bowiem niemała grupa tych, którzy swoje doświadczenie oceniają nisko, choć trudno jednoznacznie wskazać przyczyny systemowe. W wielu przypadkach źródłem okazuje się brak sprecyzowanego kierunku. Ważne, aby w tym miejscu podkreślić, że nie chodzi tu o brak ambicji czy motywacji, a o trudności w udzieleniu odpowiedzi na pytanie, czego właściwie szukają w pracy i w jaką stronę zmierzają. W takiej sytuacji nawet najlepiej zaprojektowane środowisko pracy nie sprostuje oczekiwaniom. Bo żaden wiatr nie jest pomyślny, jeśli nie wiesz, dokąd płyniesz.
To napięcie nie bierze się znikąd. Przez lata uczyliśmy się realizować cele, rzadziej natomiast uczyliśmy się definiować własne punkty odniesienia. W efekcie wielu pracowników funkcjonuje w rzeczywistości pełnej możliwości, ale bez wewnętrznego kompasu, który pozwalałby je sensownie wybierać.
Zaskakująco częsty brak kierunku jest – w mojej obserwacji – jednym z trzech źródeł wielu problemów współczesnego człowieka pracującego: wypalenia zawodowego, poczucia braku sensu, niskiego zaangażowania czy właśnie nisko ocenianego doświadczenia pracy. Pozostałe dwa źródła – źle zaprojektowane środowisko pracy oraz archaicznie rozumiana relacja pracodawca–pracownik – pozostają równie istotne. Ostatecznie, trudno mówić o dobrym doświadczeniu tam, gdzie codzienność komplikują niejasne intencje, niespójne praktyki czy nieadekwatne narzędzia.
A jednak nawet organizacje, które świadomie inwestują w jakość doświadczeń i konsekwentnie rozwijają swoje środowisko pracy, nie są wolne od niezadowolenia pracowników. W praktyce oznacza to, że projektowanie EX nie wyczerpuje warunków koniecznych do dobrego doświadczania. To trochę jak przeglądanie się w lustrze - najwyższej jakości zwierciadło nie gwarantuje, że odbicie w nim spodoba się przeglądającemu.
Czy można zapobiec bezkierunkowości? Z poziomu organizacji byłoby to zadanie conajmniej trudne. Z perspektywy jednostki możliwe, a nawet zalecane jest zatrzymanie i przyjrzenie się własnym punktom odniesienia. Czerpiąc z doświadczeń pracy warsztatowej, zostawiam tu jedno ćwiczenie – wymagające i niewygodne, ale ważne dla lepszego zrozumienia sposobu w jaki oceniamy doświadczenia w pracy.
Opisz swoją filozofię życia: po co jesteś na świecie, co nadaje sens Twoim działaniom, jak rozumiesz dobro i zło, jaką rolę odgrywają w Twoim życiu relacje, wspólnota, wartości czy przekonania. Następnie opisz swoją filozofię pracy: po co pracujesz, jaki wpływ chcesz mieć na otoczenie, czym jest dla Ciebie „dobra” praca i jakie miejsce zajmują w niej pieniądze. Na koniec sprawdź, czy te dwie filozofie pozostają ze sobą spójne. Spójność daje kierunek. Jej brak zwykle prowadzi do konieczności przemyślenia jednej z tych sfer albo znalezienia między nimi świadomego kompromisu.
Do wykonania ćwiczenia zachęcam wszystkich pracowników, niezależnie od tego, jak skutecznie ich pracodawcy inwestują w Employee Experience. Bo dopiero połączenie inwestycji w lepsze miejsca pracy i ludzi, którzy wiedzą, w jakim kierunku idą, sprawia, że praca naprawdę działa dla człowieka.H







