Czy zauważyliście, że dziś łatwiej zarezerwować lot na drugi koniec świata niż umówić się na wizytę do specjalisty? Logujesz się do aplikacji linii lotniczej i w kilka minut wybierasz datę, miejsce przy oknie, ubezpieczenie, a całość kończysz płatnością online. System sam wysyła potwierdzenie, przypomnienie o odprawie i zapisuje rezerwację w kalendarzu. Wszystko odbywa się płynnie, przejrzyście i z poczuciem, że masz pełną kontrolę. Teraz spróbuj powtórzyć ten sam scenariusz w polskiej ochronie zdrowia...

Najpierw kilka minut oczekiwania na infolinii, komunikat o miejscu w kolejce, monotonne melodie w tle. Potem rozmowa z przepracowaną osobą w rejestracji, która musi tłumaczyć, że najbliższy termin jest za pół roku, a najlepiej próbować rano – punktualnie o 7:59 – bo wtedy system „coś wypuszcza”. I nagle okazuje się, że umówienie wizyty wymaga więcej cierpliwości, szczęścia i determinacji niż podróż międzykontynentalna.

Pacjent w roli pasażera i pracownik w roli stewardessy

Pacjent, podobnie jak pasażer, odbywa podróż. Z tą różnicą, że ta zdrowotna nie jest ekscytującą przygodą, lecz często stresującą koniecznością. Dlatego tak ważne jest poczucie pewności – że rejestracja się uda, że system nie zawiesi się w połowie formularza, że ktoś przeprowadzi go krok po kroku. W świecie lotniczym to standard, w zdrowiu – luksus. I choć łatwo oskarżać pracowników rejestracji, że są nieuprzejmi czy niedostępni, warto spojrzeć szerzej. Oni nie są winni konstrukcji systemu, który działa jak rozklekotany samolot. Mają być uśmiechniętymi stewardessami, podczas gdy turbulencje wstrząsają całym lotem. Odbierają dziesiątki telefonów dziennie, słuchają frustracji pacjentów, a jednocześnie walczą z oprogramowaniem, które powstało bardziej dla księgowych niż dla ludzi. W tym punkcie doświadczenie pacjenta (PX) i doświadczenie pracownika (EX) zderzają się boleśnie. Sfrustrowany pacjent odbiera oddech pracownikowi, a zmęczony i wypalony pracownik nie jest w stanie dać pacjentowi poczucia spokoju. To błędne koło, które codziennie toczy się w setkach przychodni.

Dlaczego inni potrafią, a zdrowie wciąż czeka na swój przełom?

W innych branżach procesy projektuje się z perspektywy użytkownika. Rezerwacja biletu lotniczego czy obsługa w banku online to intuicyjna ścieżka, w której każdy krok ma być dla klienta jasny. Widać opcje, można wybrać najlepszą dla siebie, system wysyła potwierdzenie i przypomnienia. W medycynie – wciąż zbyt często – formularz online przypomina rozliczenie podatku, a i tak trzeba później wykonać telefon, by upewnić się, że rejestracja naprawdę została zapisana. Technologia istnieje, ale rzadko bywa zaprojektowana w oparciu o realne potrzeby pacjenta i pracownika. Efekt? Pacjent czuje się zagubiony, a pracownik staje się buforem, który musi tłumaczyć niedoskonałości systemu.

Podróż, która powinna być przewidywalna

Ostatecznie nie chodzi o luksus, lecz o bezpieczeństwo. Pacjent nie oczekuje obsługi w klasie business ani powitalnego drinka w poczekalni. Chce prostego poczucia, że nie przegapi wizyty, że ktoś go poinformuje, że grafiki są spójne i zrozumiałe, a zasady jasne. To właśnie takie elementy budują zaufanie. I choć Bangkok może być pięknym kierunkiem podróży, to podróż do zdrowia powinna być przynajmniej tak samo przewidywalna jak lot na wakacje. Bo jeśli w XXI wieku naprawdę łatwiej kupić bilet lotniczy niż dostać się do lekarza, to znaczy, że system opieki zdrowotnej nie tylko odstaje od rzeczywistości – on pozostaje w epoce analogowej, podczas gdy pacjenci i pracownicy dawno już wylądowali w świecie cyfrowym.H

© ℗ Wszelkie prawa zastrzeżone