Sztuczna inteligencja w ochronie zdrowia nie jest już przyszłością, jest codziennym narzędziem pracy personelu medycznego. Problem w tym, że weszła do systemu bez kontekstu i bez przygotowania użytkowników. Dziś kluczowym wyzwaniem nie jest dostęp do technologii, ale zrozumienie, czym ona naprawdę jest i jak świadomie z niej korzystać.

Od pewnego czasu obserwuję wyraźny trend. Sztuczna inteligencja w ochronie zdrowia nie jest już tematem przyszłości. Ona już tu jest. I co ważniejsze , jest używana. Nie w ramach pilotaży, nie w ramach formalnych procesów, ale po prostu w codziennej pracy. Lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci sięgają po nią, bo pomaga. Bo przyspiesza. Bo pozwala uporządkować informacje w świecie, w którym czasu jest coraz mniej. To nie jest nic zaskakującego.

W każdej branży narzędzia, które realnie ułatwiają pracę, zaczynają być używane naturalnie i oddolnie. Ochrona zdrowia nie jest tutaj wyjątkiem. Wręcz przeciwnie:  presja czasu, liczba obowiązków i rosnąca złożoność systemu sprawiają, że potrzeba wsparcia jest jeszcze większa. Problem nie polega więc na tym, że AI jest używana. Problem polega na tym, że system ochrony zdrowia nie nadążył za tym, co już zaczęli robić ludzie.

Nie było momentu zatrzymania. Nie było wyjaśnienia. Nie było przestrzeni, w której ktoś powiedziałby: czym właściwie jest to narzędzie, z którego zaczynamy korzystać. Sztuczna inteligencja pojawiła się nagle i została natychmiast włączona do codziennych działań. W efekcie funkcjonuje dziś trochę „obok systemu” ,  każdy korzysta z niej na swój sposób, według własnej intuicji.

To prowadzi do bardzo konkretnej sytuacji. AI zaczyna być traktowana jako szybki sposób na wygenerowanie tekstu, uporządkowanie myśli czy znalezienie odpowiedzi „na już”. I to działa. Ale często bez refleksji, skąd ta odpowiedź się wzięła, jak została wygenerowana i gdzie są jej granice.

A to nie jest zwykłe narzędzie. To nie jest wyszukiwarka ani baza wiedzy. To model, który generuje odpowiedzi na podstawie wzorców. Nie „wie” w klasycznym sensie, nie rozumie kontekstu klinicznego tak jak człowiek i nie ponosi odpowiedzialności za to, co tworzy. Dopiero kiedy to zaczynamy widzieć, zmienia się sposób korzystania z tej technologii.

To, co obserwujemy dziś w Polsce, nie jest odosobnione. Raporty europejskie i analizy WHO jasno wskazują, że największym wyzwaniem w cyfryzacji ochrony zdrowia nie jest sama technologia, ale brak przygotowania ludzi do jej używania.

Coraz częściej pojawia się też pojęcie „AI literacy”, czyli kompetencji rozumienia sztucznej inteligencji. Nie na poziomie technologicznym czy programistycznym, ale na poziomie świadomego użytkownika. To bardzo ważna zmiana. Pokazuje, że nie chodzi o to, żeby każdy rozumiał, jak buduje się modele, ale żeby wiedział, czym one są, jak działają i gdzie są ich ograniczenia.

Patrząc na to z bliska, widzę jednak coś jeszcze bardziej podstawowego. Największa luka nie leży w technologii ani w systemach. Leży w sposobie, w jaki ludzie wchodzą w AI. Bez zatrzymania się na chwilę i zadania prostych pytań: skąd to się wzięło, dlaczego działa, gdzie są jego granice.

Przyznam, że sama miałam moment wątpliwości, kiedy tworzyliśmy w firmie moduł „Wprowadzenie do sztucznej inteligencji”. Zastanawiałam się, czy to nie jest zbyt podstawowe. Czy w świecie, który tak szybko idzie do przodu, jest jeszcze miejsce na tłumaczenie fundamentów.

Dziś wiem, że to był dokładnie właściwy kierunek. Bo kiedy pokazujesz, skąd wzięła się sztuczna inteligencja, dlaczego powstała i jak działa na poziomie koncepcji, dzieje się coś bardzo ważnego. Ludziom zaczyna układać się obraz. Zaczynają widzieć całość, a nie tylko fragment. Narzędzie przestaje być „czarną skrzynką”, a zaczyna być czymś, z czym można pracować świadomie.

I właśnie w tym miejscu zmienia się wszystko. Bo to nie jest wiedza „dla początkujących”. To jest wiedza, która buduje sposób myślenia. Bez niej korzystanie z AI jest przypadkowe i powierzchowne. Z nią pojawia się kontrola, refleksja i realne wsparcie pracy.

Dziś jesteśmy w bardzo konkretnym momencie. Sztuczna inteligencja jest już w rękach ludzi. System jeszcze za tym nie nadążył. Edukacja dopiero zaczyna się pojawiać. Dlatego najważniejsze pytanie, które powinniśmy sobie dziś zadać, nie brzmi: czy korzystamy z AI. To już się dzieje.

Prawdziwe pytanie brzmi: czy rozumiemy, z czego korzystamy. Patrząc na to, co dzieje się w ochronie zdrowia, mam jedno przekonanie. Nie potrzebujemy więcej narzędzi. Potrzebujemy więcej kontekstu. Bo dopiero wtedy technologia zaczyna działać tak, jak powinna, jako realne wsparcie, a nie tylko szybkie rozwiązanie.H

© ℗ Wszelkie prawa zastrzeżone