To, co w projekcie wydaje się kluczowe, nie zawsze ma znaczenie dla pacjenta. W przestrzeni szpitalnej o komforcie często decydują elementy znajdujące się w bezpośrednim zasięgu i polu widzenia chorego – takie jak oświetlenie, gniazdka czy miejsce na rzeczy osobiste. Badania prowadzone z wykorzystaniem aplikacji Patient Experiences pokazują, że perspektywa pacjenta znacząco różni się od założeń projektowych i może prowadzić do innych decyzji architektonicznych. O tym, jak zbierać i wykorzystywać takie dane w praktyce, mówi dr inż. arch. Magda Matuszewska z Politechniki Poznańskiej, pomysłodawczyni aplikacji, w rozmowie z „HU”, przeprowadzonej podczas konferencji „We do care: Architektura dla zdrowia i dobrostanu” organizowanej przez Nowy Styl.

HU: Na konferencji „We do care: Architektura dla zdrowia i dobrostanu”, podczas swojej prezentacji, mówiła Pani o badaniu doświadczeń pacjentów w przestrzeni szpitalnej. Chciałabym zacząć od początku: jaka była teza Pani rozprawy doktorskiej i w którym momencie pojawił się pomysł, aby z badań stworzyć narzędzie cyfrowe?

Magda Matuszewska: Moje badania dotyczyły tego, jak włączyć doświadczenia pacjentów do procesu projektowania szpitali w sposób bardziej systemowy. Pracowałam nad metodami, które pozwalają uchwycić ich percepcję i realne doświadczenia przestrzeni. Ostatni etap pracy nad moją rozprawą doktorską przypadł na czas pandemii COVID-19, co w pewnym stopniu zmodyfikowało proces badawczy. Nie miałam już możliwości ponownego wejścia do szpitali i prowadzenia badań w takiej formule, jak wcześniej planowałam. Właśnie wtedy powstał pomysł stworzenia prototypu modelu cyfrowego, opartego na wnioskach z modeli analogowych, które wcześniej opracowywałam i testowałam w szpitalu w Chelsea and Westminster w Londynie. Ten model cyfrowy miał służyć automatyzacji gromadzenia danych, ich analizy i interpretacji. Zależało mi na tym, by nie zatrzymać się wyłącznie na poziomie teoretycznej pracy naukowej, ale przełożyć wypracowane rozwiązania na praktyczne narzędzie.

Czyli nie chodziło tylko o opisanie zjawiska, ale o stworzenie rozwiązania?

Dokładnie tak. Później zaprosiłam do współpracy Wydział Informatyki i Telekomunikacji Politechniki Poznańskiej. Bardzo ważną rolę odegrał tu prof. Dariusz Brzeziński wraz z zespołem: Łukasz Borak, Jakub Jagła, Marcel Rojewski, Mikołaj Marmurowicz, Kajetan Sulwiński, Szymon Siemieniuk, który wsparł mnie w przekształceniu tego pomysłu i prototypu w działające rozwiązanie cyfrowe.

I to rozwiązanie zaczęło funkcjonować już w realnych warunkach szpitalnych?

Tak. Aplikacja Patient Experiences została wdrożona w realnym środowisku szpitalnym. Nie testowaliśmy jej już tylko w warunkach symulowanych, ale rzeczywiście z użytkownikami w placówce. Bardzo dużą wagę przyłożyliśmy przy tym do dostępności narzędzia. Zależało nam na tym, aby interfejs był przyjazny i intuicyjny, dlatego zwracaliśmy uwagę między innymi na wielkość przycisków, czytelność czcionki i odpowiednią kolorystykę. Za finalny design interfejsu odpowiada Martyna Kaczmarek.

Gdzie konkretnie prowadziły Panie badania?

Badania prowadziłyśmy w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Poznaniu. Wraz z dr Barbarą Linowiecką zostałyśmy zaproszone do współpracy przy tworzeniu wzorcowego pokoju pacjenta, czyli modelowej przestrzeni, która mogłaby pełnić funkcję żywego laboratorium do testowania rozwiązań przed ich wdrożeniem na większą skalę. Chodziło zarówno o ulepszanie tego, co już funkcjonuje, jak i o projektowanie nowych rozwiązań w oparciu o dowody naukowe, czyli zgodnie z podejściem evidence-based design.

A o co konkretnie pytały Panie pacjentów?

Interesowały nas różne aspekty doświadczenia przestrzeni pobytowej. Pytałyśmy między innymi o oświetlenie dzienne i nocne, akustykę, estetykę wnętrza, kolorystykę, lokalizację poszczególnych elementów wyposażenia, komfort termiczny, lokalizację gniazd elektrycznych, dostępność przestrzeni odkładczej czy przechowywania rzeczy osobistych. Analizowałyśmy zarówno pokój pacjenta, jak i łazienkę, bo z perspektywy pobytu są to przestrzenie nierozłączne, choć funkcjonują inaczej.

Czy aplikacja zbierała tylko odpowiedzi zamknięte?

Nie, i to było bardzo ważne. Narzędzie pozwalało również na zbieranie odpowiedzi jakościowych. Pacjent mógł wskazać dowolny, konkretny element przestrzeni i powiedzieć, dlaczego działa na niego pozytywnie lub negatywnie. To mógł być zarówno większy element, jak ściana, sufit czy posadzka, jak i detal: gniazdo elektryczne, oprawa oświetleniowa czy ruchome wyposażenie.

W badaniach pojawiły się dwie perspektywy: pacjenta i personelu. Jakie różnice między nimi udało się zauważyć?

Rzeczywiście te różnice się pojawiały, a perspektywa personelu była dla nas bardzo wartościowym punktem wyjścia. Pacjent przebywa w tej przestrzeni zwykle krótko, czasem jest to jednorazowy pobyt. Personel medyczny ma natomiast z tą przestrzenią stały kontakt, obserwuje ją w codziennym użytkowaniu i widzi ją przez pryzmat doświadczeń wielu różnych pacjentów. Dlatego uznałyśmy tę perspektywę za ważną bazę do dalszej analizy.

A czego nie widać z perspektywy projektanta, a widać z perspektywy pacjenta?

Tu pojawiały się bardzo ciekawe szczegóły. Dla architekta ważna może wydawać się ściana za łóżkiem, bo dobrze wygląda w projekcie czy wizualizacji. Tymczasem pacjent leżący w łóżku często w ogóle na nią nie patrzy. Patrzy przed siebie albo w sufit. Pacjenci opowiadali nam, że liczyli kasetony sufitowe. To bardzo dobrze pokazuje, że doświadczenie przestrzeni szpitalnej wygląda inaczej niż z perspektywy stojącego projektanta.

Jakie oddziały objęło badanie?

Badanie prowadziłyśmy na trzech oddziałach Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu. Były to: oddział chirurgii ogólnej i transplantacyjnej, oddział chirurgii ogólnej, endokrynologicznej i onkologii gastroenterologicznej oraz oddział ortopedii i traumatologii narządu ruchu. To oddziały o różnej specyfice, ale łączy je to, że pacjenci po trudnych zabiegach spędzają tam zwykle więcej czasu, więc mogą realnie ocenić przestrzeń pobytową i jej wpływ na codzienny komfort i samopoczucie, co ma bezpośrednie przełożenie na procesy zdrowienia.

Czy analizowały Panie też inne zmienne niż sam oddział?

Tak. Wyniki analizowałyśmy nie tylko według typu oddziału, ale również z uwzględnieniem płci, wieku, długości pobytu pacjenta w szpitalu oraz lokalizacji pokoju w obrębie oddziału. To ostatnie było dla nas istotne, ponieważ układ oddziału zakłada wyraźny podział na stronę północną i południową, a więc można było przypuszczać, że znaczenie będą miały takie kwestie jak ilość światła dziennego, nasłonecznienie czy ogólny odbiór warunków w ciągu dnia.

Czy odpowiedzi pacjentów rzeczywiście różniły się między oddziałami?

Co ciekawe, nie odnotowałyśmy bardzo dużych różnic między oddziałami. W trzech najczęściej wskazywanych obszarach problemowych powtarzały się te same kwestie, zmieniała się natomiast ich kolejność. Można powiedzieć, że na podium pojawiali się ci sami „zawodnicy”, ale zajmowali różne miejsca w zależności od oddziału. Na oddziale chirurgii ogólnej najczęściej wskazywanym problemem był dostęp do gniazd elektrycznych, a dalej estetyka płaszczyzn i przestrzeń odkładcza. Na oddziale ortopedii i traumatologii na pierwszym miejscu znalazła się estetyka płaszczyzn. Przypuszczamy, że może to wynikać ze specyfiki pobytu tych pacjentów, którzy częściej pozostają w pozycji leżącej, a więc intensywniej doświadczają tego, co mają przed sobą i nad sobą, czyli ściany naprzeciwko i sufitu. Z kolei na oddziale transplantologicznym najwyżej znalazła się przestrzeń odkładcza.

Czyli grupy problemów były podobne, ale ich intensywność już nie?

Właśnie tak. Można wnioskować, że obszary problemowe były bardzo podobne, natomiast ich znaczenie różniło się w zależności od specyfiki oddziału i sposobu korzystania z przestrzeni przez pacjentów.

Podczas prezentacji wspomniała Pani, że badanie objęło 72 pacjentów, ale zebrali Państwo aż 222 odpowiedzi dotyczących oceny konkretnych elementów przestrzeni. Co najbardziej Panią zaskoczyło w tych wynikach?

Jednym z najważniejszych odkryć okazała się kwestia dostępu do gniazd elektrycznych oraz brak odpowiedniej przestrzeni odkładczej. Bardzo duży odsetek odpowiedzi dotyczył właśnie tego, że pacjentom po prostu brakuje miejsca na odłożenie swoich rzeczy. To było o tyle istotne, że w wyposażeniu łazienek takie potrzeby bywają niedoszacowane albo pomijane.

Brzmi jak detal, ale chyba właśnie takie detale najbardziej wpływają na codzienny komfort?

Dokładnie. Co ważne, szpital potraktował te dane bardzo poważnie i zareagował na nie konkretnie, wyposażając oddziały szpitalne we wskazane przez nas elementy wyposażenia, które odpowiadają na tę potrzebę. Mówimy tu o rzeczach pozornie drobnych, ale z perspektywy codziennego użytkowania bardzo ważnych: miejscu na kosmetyczkę, miejsca na odwieszenie szlafroka, przestrzeni na odłożenie ubrań po kąpieli czy odpowiednio rozstawionych haczykach na ręczniki. Pacjenci zwracali uwagę nawet na to, że nie chcą, aby ich ręcznik dotykał ręcznika współpacjenta. To drobiazgi, ale właśnie one realnie wpływają na komfort, poczucie intymności i godności podczas pobytu w szpitalu.

A co się potwierdziło jako szczególnie ważne dla pacjentów?

Bardzo wyraźnie wybrzmiała rola estetyki płaszczyzn, zwłaszcza sufitu i ściany znajdującej się w centrum pola widzenia pacjenta. W przypadku badanego szpitala była to akurat przestrzeń niezagospodarowana. To potwierdziło, jak duże znaczenie mają elementy, na które pacjent patrzy przez wiele godzin, a czasem dni.

I stąd pomysł, żeby wprowadzać do takich przestrzeni sztukę?

I stąd pomysł, żeby wprowadzać do takich przestrzeni sztukę? Zdecydowanie tak. Jako Wydział Architektury Politechniki Poznańskiej współpracujemy z Uniwersytetem Medycznym nad projektami, które mają oswajać szpitalną przestrzeń i czynić ją bardziej przyjazną. Razem ze studentami przygotowujemy propozycje dla sal pobytowych, korytarzy, części wspólnych czy stref wejściowych z rejestracją. Opieramy się przy tym na badaniach naukowych – wiemy, że arteterapia, psychofizjologia koloru oraz motywy nawiązujące do natury mogą obniżać stres i poprawiać samopoczucie pacjentów. To podejście jest dziś szeroko stosowane na świecie i przynosi bardzo konkretne efekty.

Czy było coś, na co pacjenci zwracali zaskakująco małą uwagę?

Trzeba pamiętać, że badania były prowadzone na stosunkowo nowych oddziałach, gdzie ogólna jakość przestrzeni była już wysoka. Dlatego nie szukałyśmy przede wszystkim rażących błędów, ale raczej tych elementów, które mimo dobrego standardu nadal można poprawić. Myślę, że wyniki wyglądałyby inaczej, gdybyśmy prowadziły badania w starszym obiekcie albo w placówce wymagającej gruntownej modernizacji.

A kolorystyka? Ona często jest jednym z pierwszych tematów, gdy mówimy o wnętrzach.

Co ciekawe, neutralna i jasna kolorystyka była bardzo często oceniana pozytywnie. Pojawiały się wprawdzie pojedyncze głosy, że jedna ze ścian mogłaby zostać zaakcentowana bardziej intensywnym kolorem, ale równie dobrze taki efekt mogłaby dać sztuka lub inny element wizualny. To pokazuje, że pacjenci nie zawsze oczekują radykalnych zmian. Czasem wystarczy subtelne ożywienie przestrzeni, które sprawi, że wnętrze nie będzie odbierane jako zbyt monotonne.

Wspominała Pani, że aplikacja została zaprojektowana tak, by mogły z niej korzystać osoby z różnych grup wiekowych. Czy rzeczywiście także seniorzy dobrze sobie z nią radzili?

Tak, i to udało się zweryfikować w praktyce. Nie zaobserwowałyśmy problemu cyfrowego wykluczenia. W zdecydowanej większości przypadków pacjenci bez trudności korzystali z narzędzia, rozumieli sposób odpowiadania na pytania i dobrze radzili sobie z obsługą interfejsu. Narzędzie okazało się czytelne, dostępne i zrozumiałe także dla starszych osób. To jest dla mnie bardzo ważne, bo zależało mi na stworzeniu rozwiązania inkluzywnego, które nikogo nie wyklucza z możliwości wyrażenia swojej opinii. Wręcz przeciwnie, chodziło o to, aby włączyć także tych pacjentów, którzy są najbardziej wrażliwi i których głos bywa najtrudniejszy do uchwycenia.

Z tego, co Pani mówi, wynika, że aplikacja ma charakter uniwersalny. Czy może być wykorzystywana także poza salami pobytowymi i poza szpitalami?

Tak. Aplikacja została zaprojektowana w taki sposób, aby można ją było stosować w bardzo różnych kontekstach. Dzięki wykorzystanej technologii część pytań może być z łatwością dostosowywana do konkretnego celu lub miejsca prowadzonych badań, a część pozostaje uniwersalna. Ważny jest moduł pozwalający wskazywać konkretne elementy przestrzeni, który zapewnia dużą elastyczność zastosowania.

Czyli z takiego narzędzia może skorzystać nie tylko szpital?

Dokładnie. To oznacza, że narzędzie może być wykorzystywane nie tylko w przestrzeniach pobytowych szpitala, ale również w innych obszarach funkcjonalnych, zarówno w placówkach medycznych, jak i poza nimi. Może więc wspierać organizacje, które chcą sprawdzić, jak użytkownicy odbierają daną przestrzeń i jakie zmiany rzeczywiście warto rozważyć.

Często problemem jest jednak zbyt mała liczba opinii. A zmiany architektoniczne czy funkcjonalne oznaczają później realne koszty, inwestycje i procedury. Jak duża grupa badawcza daje już podstawę do wyciągania wiarygodnych wniosków?

Korzystamy z kalkulatorów i modeli statystycznych, które pozwalają ocenić, czy liczba zebranych odpowiedzi jest wystarczająca do formułowania wniosków. W przypadku architektury ochrony zdrowia bardzo ważna jest jednak nie tylko sama liczba danych, ale także ich zestawienie z innymi źródłami.

Czyli liczy się nie tylko skala, ale też sposób patrzenia na te dane?

Tak. Dlatego opieramy się na triangulacji, czyli łączeniu perspektywy pacjentów, personelu oraz analizy eksperckiej prowadzonej przez osoby projektujące architekturę ochrony zdrowia. Dopiero takie połączenie daje mocniejszą, bardziej obiektywną podstawę do podejmowania decyzji. To szczególnie ważne tam, gdzie zmiany wiążą się z inwestycjami, procedurami technicznymi czy organizacyjnymi. Automatyzacja zbierania danych pozwala z kolei prowadzić takie badania na większą skalę i w bardziej uporządkowany sposób. W dłuższej perspektywie może to nie tylko wspierać konkretne placówki w podejmowaniu decyzji, ale też dostarczać wiedzy potrzebnej do tworzenia lepszych standardów projektowania obiektów medycznych.

Czyli to narzędzie może wspierać nie tylko pojedyncze placówki, ale też realnie wpływać na standardy projektowania?

Taki właśnie jest jeden z naszych celów. Chodzi o to, by lepiej rozumieć doświadczenie pacjenta i przekładać tę wiedzę na konkretne rozwiązania projektowe. Mam nadzieję, że dzięki temu uda się nie tylko lepiej planować zmiany w poszczególnych placówkach, ale również budować szerszą wiedzę, która będzie przydatna przy tworzeniu standardów projektowych dla obiektów medycznych.

Rozmawiała: Urszula Łaskawiec

© ℗ Wszelkie prawa zastrzeżone