Prowadzę firmę i od lat korzystam z usług InPost. Prywatnie też często zamawiam paczki do paczkomatu i tutaj naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Działa szybko, wygodnie, bezproblemowo. Dlatego naturalne było dla mnie, że również w biznesie będę z nimi współpracować. Niestety, w relacji B2B wygląda to zupełnie inaczej.
Jakiś czas temu zmieniła się nazwa mojej firmy. W związku z tym zmieniły się też adresy mailowe przypisane do konta. Napisałem więc na wskazany adres, zgłosiłem zmianę i poprosiłem o przygotowanie aneksu do umowy. Prosta sprawa — tak mi się wydawało. Minęły ponad dwa, może nawet już trzy miesiące. Cisza. Zero odpowiedzi. W międzyczasie chciałem też rozszerzyć współpracę i zacząć korzystać z usług międzynarodowych. Wysłałem zapytanie, poprosiłem o ofertę. I znowu… nic. Nikt się nie odezwał.
I nagle dzisiaj telefon. Patrzę — numer nieznany. Odbieram. Pan się przedstawia, mówi, że dzwoni z InPost. Nie ukrywam, ucieszyłem się. Pomyślałem: „w końcu!”. Może ktoś ogarnął temat. Ale nie. Okazało się, że pan dzwoni… żeby zaproponować mi korzystanie z usług InPost.
Trochę mnie to rozbawiło, więc opowiedziałem mu całą historię — o zmianie nazwy, o braku odpowiedzi, o chęci rozszerzenia współpracy. Na co usłyszałem, że to nie jego działka i że on nie może rozmawiać z aktualnymi klientami. I tyle.
Ta sytuacja dobrze pokazuje jedną rzecz. W relacji z klientem indywidualnym wszystko działa świetnie. Ale wiele firma w relacjach B2B nie traktuje poważnie swojego klienta.





